Wyświetlam 1 - 5 z 92 notek

Ponad rok…

  • Napisane 5 czerwca 2016 o 23:44

jak zniknęłam z tego miejsca. W ciągu tego roku wydarzyło się w naszym życiu tyle, że niewiele osób jest w stanie ogarnąć takie zmiany. Straciłam trochę zapał do pisania. Kiedyś był to mój pamiętnik,miejsce gdzie mogłam przelać na klawiaturę swoje myśli. Powoli wracam.   Przez ten rok: 1. Zachorowałam na nerwicę. Zaczęłam się leczyć. 2. Zaszłam w ciążę z córką. 3. Nagle, przez lekarzy zmarła moja mama. 4. Urodziłam zdrową córkę.   To miejsce nie zmienia swojej formy. Ma być takim pamiętnikiem.     Pozdrawiam Was gorąco, jeśli ktoś jeszcze tu zagląda.   Na sam koniec pokażę Wam moją córkę,…

Piąta rano…

  • Napisane 14 lutego 2015 o 05:50

A ja siedzę w pracy. Za chwilę rozpocznę dwudniowy odpoczynek. Tak pracuję, tak w zawodzie od grudnia.  Na oddziale gdzie żadne z was nie chciałoby pracować. Te maleńkie 500gramowe ciałka podłączone do respiratorow i różnej maści cpapow każdego człowieka by położyły na łopatki.

 

Na tym oddziale leży corka mojego kolegii. Nie widzieliśmy się kilka lat. Spotkałam go będąc pierwszy dzień w pracy. Przeżywam ją strasznie.

Poki co mam pacjentów w stanach lekkich albo takich, ktorzy jedynie „dojrzewają” i gdy osiągną magiczną wagę 2kg pójdą do domu.

Idę do pracy z duszą na ramieniu.  Nigdy nie wiesz kogo zostaniesz i w jakim stanie.

Ehh…

 

A co u nas? Fifko coraz fajniejszy. Wszystko rozumie, ,wykonuje każde polecenie. Poki co gada po swojemu ale dogadujemy sie coraz lepiej. Nie wiem czy można ale kocham go z dnia na dzień coraz mocniej.

Ojciec non stop mu gada że go kocha, oczekuje calusow i pisze mi smsy ile dostał w ciągu dnia;-).

Daję znać że żyję.

Od zawsze…

  • Napisane 15 grudnia 2014 o 14:10

chciałam być matką. Mieć kogoś do kochania, być komuś potrzebną. Nawet moja mama do dnia dzisiejszego o tym wspomina. Moim marzeniem od zawsze było mieć dziecko. Mimo, że moja droga do macierzyństwa nie była i nie jest usłana różami, to mam tę maleńką istotę. Mimo, że wiele poświęciłam dla syna i aktualnie jestem na życiowym zakręcie, to nie zamieniłabym Go na nic innego.

 

Wczoraj leżąc w łóżku razem z Filipem, którego musiałam wziąć do siebie, bo nie mógł wyjątkowo zasnąć, wpatrywałam się w jego maleńką buzię i doszło do mnie, że nawet najcudowniejsze dziecko adopcyjne, tak na prawdę nigdy nie będzie ze mnie.

Takie same szczurze minki robi tylko On, ja i moja chrześnica. Ten uśmiech, ten uparty charakter, ta niecierpliwość, w Nim widzę samą siebie. I to jest właśnie w tym całym macierzyństwie cudowne, magiczne ale i zarazem bardzo trudne. I to powoduje, że codziennie dostaje kopa do działania, by nie był taki jak ja. By nie poddawał się za szybko, chcę aby próbował swoich sił we wszystkim. Nie chcę być jak swoi rodzice decydujący za mnie, mówiący, że na pewno ci się znudzi i zakładający z góry porażkę. Chcę dać mu wszystko, chcę aby odkrywał swój talent i go szlifował. Dlatego dużo wymagam, nie popuszczam, mój syn liczy się z moim zdaniem, widzę to. Nie działa na mnie płacz,widzę jak przychodzi do mnie ze skruszoną miną, jednocześnie dużo przytulam, mówię że mi przykro. Nie nie…Nie jestem idealną matką, popełniam błędy, brakuje mi cierpliwości. Dostałam tak wiele i nie chcę tego zmarnować. Mimo, że nie ma już za dużo Boga w moim życiu, to dziękuję Mu za ten dar, mając nadzieję, że nie odbierze mi żywego dziecka.

 

Dużo przede mną pracy, jestem spełniona, bo mam dziecko, jestem matką. Mam wszystko, mimo, że nie realizuję całej siebie, ale czuję że rok 2015 przyniesie pozytywne zmiany w moim życiu. Musi! W końcu musi! Za dużo tych nieszczęść, za dużo strat przyniósł rok 2014.

Trzeba będzie sobie obciąć dwa palce…

  • Napisane 28 października 2014 o 21:15

u ręki, albo u nogi by w dzisiejszych czasach dostać jakąkolwiek pracę…”Siedzę” na olx, gumtree w przeglądaniu ofert pracy już kilka miesięcy i wysuwa mi się jeden wniosek.Pierwsza strona, kolejna, trzecia i JEST! Ta praca…Wymieniony zakres obowiązków odpowiada, twoje umiejętności się zgadzają, zjeżdżasz kursorem niżej, a tam wielkimi literami napisane: NAJLEPIEJ OSOBY Z GRUPĄ INWALIDZKĄ!.

 

Nosz kurwa mać!….Nie dziwię się, że młode osoby wyjeżdżają za granicę. Gdybym była singielką sama bym podjęła te decyzję.

Więcej już nie napiszę, bo po co…każdy wie jak wygląda płacenie składek do ZUS, ile pieniędzy zjada ta instytucja.

 

Strach przed ciążą…

  • Napisane 24 października 2014 o 14:30

Nie umiem pięknie pisać, ubierać swoich myśli w słowa.

Ten kto jest zorientowany w sytuacji posiadania przez Nas dzieci, ten widział jak to u nas było…Wyniki badań, tragiczne, noce i dnie przepłakane.

Za chwilę ciąża, bez leczenia,ciąża cud….Tyle, że ja wiedziałam od początku że coś z nią jest nie tak…Wiele osób zarzucało mi, że tak na prawdę nie chcę tej ciąży, bo myślę ciągle o stracie. Ale ja czułam, TO samo czułam w czerwcowej ciąży.

Pierwsze obumarcie okupione żalem do Boga,krzykiem, ogromną rozpaczą. Jak trudno było mi się pozbierać, wiem tylko ja sama.

I ten wyjazd, ucieczka od M dała mi dużo. Potrzebowałam zmiany środowiska, czułam się jak trędowata.

Osiem miesięcy później wniosłam do domu 40 kg parapet, nasikałam na kawałek plastiku, a tam dwie wielkie krechy. W tej ciąży nie czułam TEGO. Czułem, że to będzie wygrana walka. I tak było. Tyle, że konsekwencje tej ciąży i dochodzenie do siebie odczuwam do dzisiaj. Filipowa ciąża to ciągła walka z myślami, to ciągły stres, odliczanie od wizyty do wizyty, walka z toxoplazmozą, potrafiłam godzinami leżeć i napawać się ruchami malucha. M zabronił mi kupić detektor tętna, bo bym ciągle „zaglądała” czy maluch żyje…

20 tydzień, jeszcze nie czuje ruchów. A dopiero co byliśmy u lekarza. Wyjazd 40 km do znajomego szpitala, tam podłączyli mnie pod KTG…Płacz, żyje…Znajoma położna powiedziała mi do słuchu kilka słów…
Boże, nigdy nie zapomnę tej soboty, ruchów nie czułam cały dzień,to był 28 tydzień. Strach, płacz, wyjazd do szpitala. Gdy tylko podłaczyli mnie pod KTG mały tak szalał, brzuch falował na każdą stronę…

Później podejrzenie hipotrofii i małowodzia. Szpital….Wszystko w porządku…trzy dni później niespodziewanie w 37tc narodził się Filip. Chyba miał dość widoku panikującej matki.

Nadal w głowie mam ten strach, nadal drżę na samą myśl, że mogę być w ciąży. Że znów czeka mnie to wszystko, że znów okupię te 9 miesięcy ciągłym strachem i napięciem. Boję się, że zaniedbam przez to albo Filipa albo to maleństwo w brzuchu, bo skupię się bardzo na codziennym życiu.  Ciążę z Filipem przeżyłam od A do Zet, czułam ją całą sobą, skupiłam się tylko na niej, nic nie było ważniejsze. Po narodzinach małego, pozostał jednak ten strach…No i ta ciąża czerwcowa. TO przeczucie powróciło. Już nie było żalu, płakałam niewiele. Mam w domu żywe dziecko, skupiłam się na nim.

 

Tyle, żeBoga już nie ma…

 

Czy będzie kolejna ciąża, tego nie wiem…Wydaje mi się że wykorzystaliśmy już 3 szanse. Na prawdę nie chce mieć ciśnienia. Chociaż z miesiąca na miesiąc jest trudniej. No i kwestia pracy, albo poświęcenia się dziecku…Jest trudno…


  • RSS