Przeglądasz archiwum 2014.
Wyświetlam 1 - 5 z 34 notek

Od zawsze…

  • Napisane 15 grudnia 2014 o 14:10

chciałam być matką. Mieć kogoś do kochania, być komuś potrzebną. Nawet moja mama do dnia dzisiejszego o tym wspomina. Moim marzeniem od zawsze było mieć dziecko. Mimo, że moja droga do macierzyństwa nie była i nie jest usłana różami, to mam tę maleńką istotę. Mimo, że wiele poświęciłam dla syna i aktualnie jestem na życiowym zakręcie, to nie zamieniłabym Go na nic innego.

 

Wczoraj leżąc w łóżku razem z Filipem, którego musiałam wziąć do siebie, bo nie mógł wyjątkowo zasnąć, wpatrywałam się w jego maleńką buzię i doszło do mnie, że nawet najcudowniejsze dziecko adopcyjne, tak na prawdę nigdy nie będzie ze mnie.

Takie same szczurze minki robi tylko On, ja i moja chrześnica. Ten uśmiech, ten uparty charakter, ta niecierpliwość, w Nim widzę samą siebie. I to jest właśnie w tym całym macierzyństwie cudowne, magiczne ale i zarazem bardzo trudne. I to powoduje, że codziennie dostaje kopa do działania, by nie był taki jak ja. By nie poddawał się za szybko, chcę aby próbował swoich sił we wszystkim. Nie chcę być jak swoi rodzice decydujący za mnie, mówiący, że na pewno ci się znudzi i zakładający z góry porażkę. Chcę dać mu wszystko, chcę aby odkrywał swój talent i go szlifował. Dlatego dużo wymagam, nie popuszczam, mój syn liczy się z moim zdaniem, widzę to. Nie działa na mnie płacz,widzę jak przychodzi do mnie ze skruszoną miną, jednocześnie dużo przytulam, mówię że mi przykro. Nie nie…Nie jestem idealną matką, popełniam błędy, brakuje mi cierpliwości. Dostałam tak wiele i nie chcę tego zmarnować. Mimo, że nie ma już za dużo Boga w moim życiu, to dziękuję Mu za ten dar, mając nadzieję, że nie odbierze mi żywego dziecka.

 

Dużo przede mną pracy, jestem spełniona, bo mam dziecko, jestem matką. Mam wszystko, mimo, że nie realizuję całej siebie, ale czuję że rok 2015 przyniesie pozytywne zmiany w moim życiu. Musi! W końcu musi! Za dużo tych nieszczęść, za dużo strat przyniósł rok 2014.

Trzeba będzie sobie obciąć dwa palce…

  • Napisane 28 października 2014 o 21:15

u ręki, albo u nogi by w dzisiejszych czasach dostać jakąkolwiek pracę…”Siedzę” na olx, gumtree w przeglądaniu ofert pracy już kilka miesięcy i wysuwa mi się jeden wniosek.Pierwsza strona, kolejna, trzecia i JEST! Ta praca…Wymieniony zakres obowiązków odpowiada, twoje umiejętności się zgadzają, zjeżdżasz kursorem niżej, a tam wielkimi literami napisane: NAJLEPIEJ OSOBY Z GRUPĄ INWALIDZKĄ!.

 

Nosz kurwa mać!….Nie dziwię się, że młode osoby wyjeżdżają za granicę. Gdybym była singielką sama bym podjęła te decyzję.

Więcej już nie napiszę, bo po co…każdy wie jak wygląda płacenie składek do ZUS, ile pieniędzy zjada ta instytucja.

 

Strach przed ciążą…

  • Napisane 24 października 2014 o 14:30

Nie umiem pięknie pisać, ubierać swoich myśli w słowa.

Ten kto jest zorientowany w sytuacji posiadania przez Nas dzieci, ten widział jak to u nas było…Wyniki badań, tragiczne, noce i dnie przepłakane.

Za chwilę ciąża, bez leczenia,ciąża cud….Tyle, że ja wiedziałam od początku że coś z nią jest nie tak…Wiele osób zarzucało mi, że tak na prawdę nie chcę tej ciąży, bo myślę ciągle o stracie. Ale ja czułam, TO samo czułam w czerwcowej ciąży.

Pierwsze obumarcie okupione żalem do Boga,krzykiem, ogromną rozpaczą. Jak trudno było mi się pozbierać, wiem tylko ja sama.

I ten wyjazd, ucieczka od M dała mi dużo. Potrzebowałam zmiany środowiska, czułam się jak trędowata.

Osiem miesięcy później wniosłam do domu 40 kg parapet, nasikałam na kawałek plastiku, a tam dwie wielkie krechy. W tej ciąży nie czułam TEGO. Czułem, że to będzie wygrana walka. I tak było. Tyle, że konsekwencje tej ciąży i dochodzenie do siebie odczuwam do dzisiaj. Filipowa ciąża to ciągła walka z myślami, to ciągły stres, odliczanie od wizyty do wizyty, walka z toxoplazmozą, potrafiłam godzinami leżeć i napawać się ruchami malucha. M zabronił mi kupić detektor tętna, bo bym ciągle „zaglądała” czy maluch żyje…

20 tydzień, jeszcze nie czuje ruchów. A dopiero co byliśmy u lekarza. Wyjazd 40 km do znajomego szpitala, tam podłączyli mnie pod KTG…Płacz, żyje…Znajoma położna powiedziała mi do słuchu kilka słów…
Boże, nigdy nie zapomnę tej soboty, ruchów nie czułam cały dzień,to był 28 tydzień. Strach, płacz, wyjazd do szpitala. Gdy tylko podłaczyli mnie pod KTG mały tak szalał, brzuch falował na każdą stronę…

Później podejrzenie hipotrofii i małowodzia. Szpital….Wszystko w porządku…trzy dni później niespodziewanie w 37tc narodził się Filip. Chyba miał dość widoku panikującej matki.

Nadal w głowie mam ten strach, nadal drżę na samą myśl, że mogę być w ciąży. Że znów czeka mnie to wszystko, że znów okupię te 9 miesięcy ciągłym strachem i napięciem. Boję się, że zaniedbam przez to albo Filipa albo to maleństwo w brzuchu, bo skupię się bardzo na codziennym życiu.  Ciążę z Filipem przeżyłam od A do Zet, czułam ją całą sobą, skupiłam się tylko na niej, nic nie było ważniejsze. Po narodzinach małego, pozostał jednak ten strach…No i ta ciąża czerwcowa. TO przeczucie powróciło. Już nie było żalu, płakałam niewiele. Mam w domu żywe dziecko, skupiłam się na nim.

 

Tyle, żeBoga już nie ma…

 

Czy będzie kolejna ciąża, tego nie wiem…Wydaje mi się że wykorzystaliśmy już 3 szanse. Na prawdę nie chce mieć ciśnienia. Chociaż z miesiąca na miesiąc jest trudniej. No i kwestia pracy, albo poświęcenia się dziecku…Jest trudno…

Nie jest problemem zostać z dzieckiem 3 lata…

  • Napisane 22 października 2014 o 16:29

jeśli gotuje się,maluje,ubiera a dziecko wsadza do kojca czy łóżeczka. Ja inaczej podchodzę do tego. Nie uważam dziecko za ciężar, za zło konieczne.

Filip ze mną gotuje, sprząta, a nawet (niestety) chodzi ze mną siku. Czy to jest złe, że moje dziecko samo jada chrupki, rozwala je po całym domu, wkłada do pojemniczków, rozwala ryż, kluski, wsadzając je całymi garściami do buziaka?Uważam, że to uczy samodzielności. I jestem przekonana, że zaowocuje na przyszłość. Dostaje trzepaczkę do jajek, stuka w garczki.

Chociaż nie znaczy to, że pozwalam mu na wyrzucanie wszystkiego z półek, dotykanie wszystkiego. Półki kuchenne, jak i w salonie są z domykaczami, więc mały nie ma je jak otworzyć. Zazwyczaj nie ma wstępu do sypialni, bo ojcu wyrzuca skarpetki i majtki :).

Dziecko to nie maszyna, wszystko jest tak ciekawe, tak fascynujące, więc czemu nie pozwolić dziecku odkrywać ten świat?

Nie raz mam bałagan w domu, sprzątam co dwa dni, nie raz gotowanie zajmuje krócej, niż posprzątanie tego całego bałaganu. Ale co z tego?

Szkoda mi pedantycznych matek, bo te to chyba wyrywają włosy z głowy (jak moja cioteczna szwagierka). Nie pozwala dziecku na nic, bałaganić, prukać ustami, czy samodzielnie jeść chrupki. Wsadza dziecko do łóżeczka. Ten jojczy, miączy…”Bo on by jej wszedł na głowę”…

 

Nie jest sztuką zostać z dzieckiem 3 lata i nie dać mu całej siebie. Nie ukrywam, że męczy mnie czasami ta sytuacja i chce oderwać się od tego marazmu, cały czas gdybam nad pracą zawodową. Jednak, gdy jestem z małym w domu staram się dać mu całą siebie. Są dni, że na prawdę mi się nie chce.Odliczam godziny do przyjścia M z pracy.

Jednak przeważają takie dni, gdy zbieramy razem liście, mały dużo chodzi sam, mimo, że muszę mieć oczy naokoło głowy i czasami spacer na dwóch nożkach trwa i trwa…to chodzimy, gonimy ptaszki, a gdy M wraca z pracy znów wychodzimy. Mały jak to dziecko dotyka kamienie, nie raz poliże, nie raz będzie grzebał godzinami w ziemi, bierze do łapek śmieci.I wiecie co?Nie dostaje spazmów, staram się mówić mu co wziął do ręki, żeby to wyrzucił do kosza, albo nie brał do buziaka. Nie podbiegam do małego z antybakteryjną chusteczką, z krzykiem żeby tego nie brał do rąk…

Kocham moje dziecko, mój mały cud, moje życie. I być może Fifko zostanie na tym świecie sam, bez rodzeństwa, bo to różnie może być (gdzieś w głowie siedzi smutna myśl, że wykorzystaliśmy trzy szanse i że już więcej nam dane nie będzie poczuć smak rodzicielstwa), to chciałabym aby miał najwspanialsze dzieciństwo i oboje kochających rodziców w domu, poświęcających mu każdą wolną chwilę, żeby mógł zawsze na nas liczyć.

 

Mimo, że czasem marudzę, szczególnie ciężki dla mnie będzie okres jesieni i zimy, kiedy to, pogoda może nie pozwalać na wspólne spacery, to mam cichą nadzieję, że mój syn za kilka lat mi powie, że miał cudowne dzieciństwo.

Jesienny okularnik…weekend…

  • Napisane 16 października 2014 o 13:54

Weekend zapowiada się nam wyjazdowo. Podobno w sobotę ja i Fifko mamy jechać na 40 lecie Kinder Niespodzianki do stolicy. Tata nasz jedzie w delegacje do Szczecina, wróci w niedzielę, więc by się nie nudzić prawdopodobnie skoczymy do Wawy. I być może znów wyjedziemy do dziadków, tym razem do świąt. Małż dostał propozycję od szefa i w ciągu 2 tygodni musi coś tam napisać. Niestety wieczorami M jest tak padnięty, że już wolę wyjechać do dziadków, niż patrzeć jak pije kolejnego energydrinka…No, ale prawie druga wypłata wpadnie i może doczekamy się drzwi do szafy w przedpokoju i chociaż kupienia szafy…


  • RSS