Wyświetlam 6 - 10 z 92 notek

Nie jest problemem zostać z dzieckiem 3 lata…

  • Napisane 22 października 2014 o 16:29

jeśli gotuje się,maluje,ubiera a dziecko wsadza do kojca czy łóżeczka. Ja inaczej podchodzę do tego. Nie uważam dziecko za ciężar, za zło konieczne.

Filip ze mną gotuje, sprząta, a nawet (niestety) chodzi ze mną siku. Czy to jest złe, że moje dziecko samo jada chrupki, rozwala je po całym domu, wkłada do pojemniczków, rozwala ryż, kluski, wsadzając je całymi garściami do buziaka?Uważam, że to uczy samodzielności. I jestem przekonana, że zaowocuje na przyszłość. Dostaje trzepaczkę do jajek, stuka w garczki.

Chociaż nie znaczy to, że pozwalam mu na wyrzucanie wszystkiego z półek, dotykanie wszystkiego. Półki kuchenne, jak i w salonie są z domykaczami, więc mały nie ma je jak otworzyć. Zazwyczaj nie ma wstępu do sypialni, bo ojcu wyrzuca skarpetki i majtki :).

Dziecko to nie maszyna, wszystko jest tak ciekawe, tak fascynujące, więc czemu nie pozwolić dziecku odkrywać ten świat?

Nie raz mam bałagan w domu, sprzątam co dwa dni, nie raz gotowanie zajmuje krócej, niż posprzątanie tego całego bałaganu. Ale co z tego?

Szkoda mi pedantycznych matek, bo te to chyba wyrywają włosy z głowy (jak moja cioteczna szwagierka). Nie pozwala dziecku na nic, bałaganić, prukać ustami, czy samodzielnie jeść chrupki. Wsadza dziecko do łóżeczka. Ten jojczy, miączy…”Bo on by jej wszedł na głowę”…

 

Nie jest sztuką zostać z dzieckiem 3 lata i nie dać mu całej siebie. Nie ukrywam, że męczy mnie czasami ta sytuacja i chce oderwać się od tego marazmu, cały czas gdybam nad pracą zawodową. Jednak, gdy jestem z małym w domu staram się dać mu całą siebie. Są dni, że na prawdę mi się nie chce.Odliczam godziny do przyjścia M z pracy.

Jednak przeważają takie dni, gdy zbieramy razem liście, mały dużo chodzi sam, mimo, że muszę mieć oczy naokoło głowy i czasami spacer na dwóch nożkach trwa i trwa…to chodzimy, gonimy ptaszki, a gdy M wraca z pracy znów wychodzimy. Mały jak to dziecko dotyka kamienie, nie raz poliże, nie raz będzie grzebał godzinami w ziemi, bierze do łapek śmieci.I wiecie co?Nie dostaje spazmów, staram się mówić mu co wziął do ręki, żeby to wyrzucił do kosza, albo nie brał do buziaka. Nie podbiegam do małego z antybakteryjną chusteczką, z krzykiem żeby tego nie brał do rąk…

Kocham moje dziecko, mój mały cud, moje życie. I być może Fifko zostanie na tym świecie sam, bez rodzeństwa, bo to różnie może być (gdzieś w głowie siedzi smutna myśl, że wykorzystaliśmy trzy szanse i że już więcej nam dane nie będzie poczuć smak rodzicielstwa), to chciałabym aby miał najwspanialsze dzieciństwo i oboje kochających rodziców w domu, poświęcających mu każdą wolną chwilę, żeby mógł zawsze na nas liczyć.

 

Mimo, że czasem marudzę, szczególnie ciężki dla mnie będzie okres jesieni i zimy, kiedy to, pogoda może nie pozwalać na wspólne spacery, to mam cichą nadzieję, że mój syn za kilka lat mi powie, że miał cudowne dzieciństwo.

Jesienny okularnik…weekend…

  • Napisane 16 października 2014 o 13:54

Weekend zapowiada się nam wyjazdowo. Podobno w sobotę ja i Fifko mamy jechać na 40 lecie Kinder Niespodzianki do stolicy. Tata nasz jedzie w delegacje do Szczecina, wróci w niedzielę, więc by się nie nudzić prawdopodobnie skoczymy do Wawy. I być może znów wyjedziemy do dziadków, tym razem do świąt. Małż dostał propozycję od szefa i w ciągu 2 tygodni musi coś tam napisać. Niestety wieczorami M jest tak padnięty, że już wolę wyjechać do dziadków, niż patrzeć jak pije kolejnego energydrinka…No, ale prawie druga wypłata wpadnie i może doczekamy się drzwi do szafy w przedpokoju i chociaż kupienia szafy…

Rodzina jest najważniejsza…życiowe rozterki…

  • Napisane 9 października 2014 o 14:32

Wszyscy bezustannie gdzieś pędzimy. Chcemy się realizować, mieć jednocześnie super rodzinkę jak z rodzinki.pl, mieć full kasy, a na dodatek być zdrowi. W tym wszystkim zatracamy się bez reszty. Aktualnie jestem na etapie rozdarcia między chęcią swojego własnego rozwoju, a byciem z synem i dania mu siebie. Ten czas tak szybko leci, że ani się nie obejrzymy a nasze dzieci będą zakładały swoje własne rodziny.

Komentarz pewnej mamy z długoletnim stażem dał mi do myślenia. Tyczyło się to bycia z dzieckiem a pójściem do pracy. Napisała ona, że jak już pójdziemy do pracy ta tyrka, ten kołowrotek nigdy już się nie skończy. Praca, dom, przedszkole, szkoła i tak do emerytury. Jestem zmęczona, są dni że jestem sfrustrowana, nie mam dobrego przykładu z „domu”. Moja mama, moja siostra (deklarująca że nie przepada za małymi dziećmi) uciekały do pracy odpoczywać. Ja wiem, że jestem inna. Jednak dołują słowa najbliższych: „matka polka”. Kurde, czy jest coś w tym dziwnego że chcę być z synem,że dla mnie dziecko nie jest kulą u nogi?Czuję się czasami jak trędowata.

 

Powoli jednak dojrzewam do żłobka. I nie to, że chcę odpocząć od dziecka w pracy. Chcę powoli wyjść do ludzi. Mimo, że serce mi się kroi na samą myśl, że chcąc zrobić coś dla siebie, muszę małego oddać do placówki. Boli mnie serce w sumie z błahych powodów, że one nie znają jego zwyczajów, że lubi pić dużo wody, że śpi 3 godziny, że to, że tamto…że może na siłę będą próbowały „go ustawiać”, a on przecież taki charakterny jest…ehhh…

Boję się też chorób małego, tego, że M ma tak odpowiedzialną pracę, że nie będzie mógł co rusz wziąć zwolnienia zanim moja mama/teściowa przyjadą zająć się małym podczas choroby. Wiem, że to zwykłe rozważania, każda z nas takie ma. Moja mama zadeklarowała że małym się nie zajmie na pełen etat, rozumiem to, szanuję, w końcu odchowała dwoje wnucząt, ma 64 lata i jest zmęczona.

 

I nic się w tym wszystkim nie liczy, kiedy umiera młoda osoba…Nie znałam Przybylskiej,mimo tego, że była osobą znaną, to dla niej była najważniejsza rodzina.W swej niezwykłości, była taka zwykła, taka jak większość nas matek. Zaczęłam przeglądać materiały z DDTVN, rozważać….Życie jest niesprawiedliwe, o tym chyba każdy z nas wie, zabiera dobrych ludzi, a taki celebryta afiszujący się że ma raka na dupie żyje i żyć będzie….Nie to, że ja komuś życzę śmierci, od tego jestem daleka…Ale to boli…Widocznie tam na górze była bardziej potrzebna.

Ehhh…Co rusz napotykam ogłoszenia o pracę, znów w tym samym miejscu, wydaje mi się że non stop ucieka mi ona…a ja stoję w jednym i tym samym miejscu.

Jednocześnie nie chcę by Filip był sam. Nie chcę mieć ciśnienia na kolejną ciążę, bo wiem, że to prowadzi w moim przypadku do autodestrukcji. Chociaż z miesiąca na miesiąc jest mi coraz trudniej.

 

I gdybaj tu sobie matka…ehhh…Nikt za mnie nie podejmie decyzji, nie wskaże drogi….a szkoda..

 

Znów u dziadków i podwyżka M.

  • Napisane 28 września 2014 o 21:54

My znów u dziadków.  Podobno pogoda ma dopisać w tym tygodniu, ,dlatego wybyliśmy z Dzidkiem na tygodniowy odpoczynek do rodziców.

Weekend minął nam jak zwykle bardzo szybko. Po przyjezdzie w piątek szybka wizytacja u dziadka w szpitalu, uśpienie Filipa i wspólny spacer po mieście połączony z kolacją. Takie wieczory lubimy i takich sobie nie odmawiamy ;-).

 

Tak więc ten tydzień jestesmy z Fifkiem sami. Będzie shopping, targ, umowilam sie na piwo i kawkę z kolezankami. Lubię takie tygodniowe wypady do dziadków;-).  Mam czas dla siebie, troche się mniej spinam i odpoczywam.

 

W środę nasza trzecia rocznica ślubu.  Nic specjalnego nie planujemy. Świętować będziemy w weekend. Ale prawdziwy weekend będziemy mieli za jakis czas bo M będzie wysłany do drugiej siedziby firmy i wtedy polaczymy prace z dwudniowym weekendem tylko dla siebie :-).

Z czego bardzo sie cieszymy to M od stycznia prawdopodobnie dostanie podwyżkę.  Pisze „prawdopodobnie”bo póki tego tysiąca nie ma na koncie, to wiadomo…ufff…może szybciej splacimy ten kredyt na remont.

Póki co choroby odpuscily. Oby tak dalej. Powoli kompletuje nam garderobę jesienną, zaczynając oczywiście od najmłodszego:-).

Pisze z telefonu, malutek śpi, ja też zmykam. ;-)

Dzidek chory…

  • Napisane 17 września 2014 o 15:25

No i nam się pochorował. Druga choroba w życiu naszego syna. Na szczęście bez antybiotyków. Jedynie krople do nosa, bo leci jak z kranu, dziś doszła gorączka, więc zbijamy ją Ibupromem. Mały jak ma gorączkę wygląda tak:   Leży i śpi na tacie. Popłakuje sobie, charczy przez nos.   Gdy gorączka zejdzie wygląda tak: Czyli lata jak zawsze. Pokój, kuchnia,łazienka, salon. Rozpiera go energia. Dzisiaj niestety na spacerze nie byliśmy bo rano mały dostał gorączki. Jutro jak tylko rano tej paskudy nie będzie od razu wybywamy na spacer. Nie potrafię usiedzieć w domu. Mając małe dziecko, doczekać się sama nie…


  • RSS